Henryk Kukuła: Zabijanie dzieci go podniecało. Bestia w ludzkim ciele.

Wizja lokalna z udziałem Henryka Kukuły fot. Policja

16 maja 2020 roku, po 25 latach spędzonych w Zakładzie Karnym w Rzeszowie,  został skierowany do Gostynina – Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym. I tam już pozostanie.

Urodzony morderca

Ludzie różnie mówili o nim, a to, że gdy dorastał, na podwórzu w centrum Chorzowa zaczepiał chłopców i dziewczynki, że ich podskubywał. I było mu w zasadzie wszystko jedno, kogo obmacuje, Zaczepiał i obmacywał także w szkole.  Jeśli miał przy sobie w szkolnej stołówce nóż albo widelec, to dźgał nimi innych. Dla postrachu. Zdarzało się, że trafiał, ranił.

– To cud, że nikogo wtedy nie zabił, albo komu oka nie wyłupił – mówiono o dorastającym mordercy. Dochodziło do częstych bójek i awantur pomiędzy nim a kolegami. Zarówno w szkole, jak i na podwórzu, pomiędzy familokami. Zauważono również, że kradł. Matka wiedziała, interweniowała. Jednak bez skutku.

– Ale to co kradł, to były drobiazgi  –  machano na to zwykle ręką, aby nie robić przykrości matce Heńka.  Ona tłumaczyła potem, że gdy Henio był jeszcze mały, to spadł ze stołu: – Mocno się wtedy potłukł, stąd to wszystko, te jego zachowanie. Stąd taka dziwna u niego  agresja.

Miał się ponoć leczyć w poradni zdrowia psychicznego, ale nie wiadomo, czy  tak było.

– Odstawił w końcu przepisane leki – przyznawała pani Eugenia.

Może trochę dziwnym był fakt, że dorastający już wówczas 14-latek nadal się bawił w chowanego, z  wiele od siebie młodszymi dziećmi. Jednak otoczenie nie zwracało na to uwagi i aprobowało takie dziwne zachowanie chłopaka.

Pokazał jak  mordował

 – Spojrzałem raz jeszcze, jak tak biegali i hałasowali – opowiada Hula. – Wśród biegających zauważyłem wtedy jednego. Widać było, że jest starszy od reszty. Niewysoki zarazem i raczej drobnej budowy ciała.

Chłopak zachowywał się wesołkowato. Podskakiwał, co raz to jednak rzucając spojrzenia w stronę stojącego przed wejściem do familoka, od strony podwórza, oficera milicji. – Coś mnie wtedy tknęło i go zawołałem. Od razu podbiegł, uśmiechnięty i spode łba spojrzał na Hulę.

– Czemuś to zrobił? – Hula zapytał w zasadzie intuicyjnie, od razu, jakby z góry wyczuwając, że ma do czynienia z młodym zabójcą. – Jakoś mi się ten chłopak wydawał wtedy dziwnym, a jego zachowanie jakby surrealistyczne w stosunku do całej tej dramatycznej przecież wokół sytuacji.

Stojący przed Hulą 14-latek zaczął wtedy nerwowo dreptać w miejscu, z nogi na nogę, obgryzając paznokcie u brudnych rąk.

 – Ale ja się z nią tylko bawiłem… – usłyszał policjant kompletnie zaskoczony taką  odpowiedzią. – W chowanego żeśmy się bawili.  Nic złego nie chciałem zrobić…

Usłyszeli to również inni stojący w pobliżu ludzie. Konsternacja była spora.

– Chodź, pokaż, jak to było, co zrobiłeś – zarządził Hula i zeszli do piwnicy.

Kukuła pokazywał, jak zamordował 5-letnią Karinę S.

– To był przypadek – mówił potem nerwowo, nieskładnie, ciągle przerwanym głosem. I nadal, pomiędzy zdaniami, obgryzał paznokcie.

– Bawiliśmy się, po prostu w chowanego. Ja ją tylko położyłem na bok. Uciekłem z piwnicy. Dlatego dusiłem, bo krzyczała, żeby się nie darła. Potem, podniosłem sukienkę, zdjąłem jej majteczki i podłożyłem pod jej główkę, żeby miała miękko.

Bił, aż zabił

 – Różne informacje o 14-latku docierały wtedy z Krupskiego Młyna – dodaje Hula. Również i ta, że Kukuła nie dopuszczał do siebie myśli o zamordowanej Karinie S. Rówieśnikom z zakładu, gdy pytali, za co tu trafił, opowiadał, że znalazł się w Krupskim Młynie jedynie przez głupotę, przez zabawę z dziewczynką.

– Nie wiem też dokładnie, jak to było, że w zakładzie wychowawczym Kukuła mógł mieć kontakt z jednym z synów wychowawcy – zastanawiał się Hula. – Zakład poprawczy, to przecież dość specyficzne miejsce.

Kukuła miał zostać zgwałcony w Krupskim Młynie, ale czy to prawda, trudno dziś ustalić. Pewnym jest natomiast, że po dwóch i pół roku pobytu w ośrodku miał zaproponować 9-letniemu wówczas Radosławowi, synowi wychowawcy, wspólną ucieczkę.

Zgwałcił i udusił

28 lipca 1990 roku w Rudzie Śląskiej był pięknym, słonecznym dniem. Jednak Henryk Kukuła miał wtedy zły dzień. Wszystko go denerwowało. Gdy zbliżał się do przystanku w Halembie, południowej dzielnicy Rudy Śląskiej, jego uwagę przykuł stojący nieopodal w krzakach mężczyzna.

– Bo siusiał, a to mnie rozpraszało – opowie potem. A gdy ktoś sikał, jego zawsze podniecało.

5-letni Radosław W. i  jego 7-letni brat Robert bawili się wtedy obok bloku, w którym mieszkali wraz z rodzicami i dziadkami. Biegali i hałasowali. Coś na pobliskim przystanku autobusowym musiało przykuć ich uwagę, bo obaj tam się skierowali. Nie mieli daleko, zaledwie kilkanaście metrów.

– Tam ich właśnie zaczepił – mówili potem świadkowie, którzy kojarzyli 24-letniego wówczas Kukułę. Zbliżył się na przystanku do chłopców. Zachowywał się wobec nich dość dziwnie. Zdawało się, że podskakiwał, przebierając nogami, z jednej na drugą. Uśmiechał się do malców głupawo i nerwowo. Gdy z nimi rozmawiał, jak zauważyli świadkowie, obgryzał paznokcie. I co chwilę przesuwał zwisającą mu, przerzuconą przez ramię torbę. Takie właśnie zachowanie Kukuły zwracało przede wszystkim uwagę przypadkowych przechodniów, stojących nieopodal na przystanku autobusowym. I stąd go zapamiętali: – Trochę jak wariat. – tak potem określano zachowanie Kukuły, było to niezwykle istotne w ustaleniach śledczych.

Czytaj dalej – portal kryminalny


„SUDAN POŁUDNIOWY – PRZEMILCZANE CIERPIENIE”

Dziecko z sudańskich gór Nuba wykazuje oznaki poważnego niedożywienia w ośrodku żywieniowym w obozie dla uchodźców Yida w Sudanie Południowym.
GŁÓD DOTYKA 60 PROCENT POPULACJI
Sytuacja w zakresie bezpieczeństwa żywnościowego w Sudanie Południowym osiągnęła poziom kryzysowy i konieczne są działania na większą skalę.

Zgodnie z prognozami Zintegrowanej Klasyfikacji Faz Bezpieczeństwa Żywnościowego (IPC), szacuje się, że 5,8 mln osób (48% populacji) doświadczyło kryzysowego poziomu braku bezpieczeństwa żywnościowego (faza 3 IPC) lub gorzej – liczba ta ma wzrosnąć do 7,2 mln (60 procent populacji) podczas trwającego chudego sezonu od kwietnia do lipca 2021 r.

60,5 proc. mieszkańców Sudanu Południowego to chrześcijanie z czego niemal 40 proc. to katolicy, a 20,7 proc. stanowią protestanci (anglikanie, baptyści i zielonoświątkowcy). Wielu z nich musi emigrować. Po długotrwałej suszy mamy teraz katastrofalną powódź, brak żywności, brak domów. To co zostało odbudowane po wojnie teraz zostało zniszczone przez powódź. Prezydent ogłosił w kraju klęskę żywiołową. Jak podają międzynarodowe organizacje z ok. 13 mln mieszkańców, ok. 7 mln potrzebuje natychmiastowej pomocy – żywność, leki, woda pitna bo prawie 60 proc. ludności nie ma dostępu do czystej wody.

Korzystają z wody po powodzi w której topiły się zwierzęta, której używają do wody higieny co owocuje chorobami takimi jak malaria, czy dur brzuszny. 

Fala niszczyła wszystko na swojej drodze, zmuszając ludzi do ucieczki, zatapiając pola i zabijając zwierzęta gospodarskie. Stojąca woda przez wiele miesięcy uniemożliwiała produkowanie żywności i pogłębiała głód.  

Niestety nie mają dostępu do innej wody – zwrócił uwagę Dyrektor Polskiej Sekcji Papieskiego Stowarzyszenia ‘Pomoc Kościołowi w Potrzebie ks. Waldemar Cisło. Zdaniem duchownego najcenniejszą rzeczą którą możemy ofiarować mieszkańcom Sudanu to modlitwa i wsparcie materialne.

– Wszędzie mamy swoje struktury więc jest nam najłatwiej dotrzeć z pomocą. Pomagamy na miejscu poprzez księży, parafie, zaufanych ludzi tak, że ta pomoc dociera do najbardziej potrzebujących – zapewnił ks. Cisło.

Problemy z dostępem do żywności w Sudanie Południowym trwają od czasu uzyskania niepodległości w 2011 r., ale nigdy wcześnie nie były tak ciężkie. Toczący się od 2013 r. konflikt zbrojny doprowadził do śmierci setek tysięcy osób, a miliony musiały uciekać, porzucając swoje domy i uprawy. Jednak zeszły rok był wyjątkowo dramatyczny, bo przez zmiany klimatu kraj spustoszyły niszczycielskie powodzie o niespotykanej wcześniej skali. Szacuje się, że przez żywioł ucierpiał ponad milion osób. 



Masowe bezrobocie, przerwane łańcuchy dostaw, problemy z dostępnością żywności na rynku i wzrost jej cen sprawiły, że dla wielu osób zdobycie czegokolwiek do jedzenia stało się wręcz niemożliwe.

Przypominamy o obywatelach i obywatelkach tego kraju, zwłaszcza tych najmłodszych, apelując o konkretną dla nich pomoc.

  • 9 lipca 2011 r. Sudan Południowy po dekadach przemocy i konfliktów ogłosił niepodległość jako najmłodszy naród na świecie
  • Brutalny konflikt wybuchł pod koniec 2013 roku. Ponad 2,2 miliona ludzi zostało zmuszonych do ucieczki, głównie do krajów regionu: Etiopii, Sudanu i Ugandy.  Kolejne 1,6 mln uciekało w obrębie kraju
  • Dziś obywatele Sudanu Południowego są dziś jedną z 5 najliczniejszych na świecie społeczności, którzy są uchodźcami (obok Syrii czy Afganistanu)
  • To także  jeden z krajów w najgorszej sytuacji żywnościowej na globie (brak bezpieczeństwa żywnościowego dotyczy 60% populacji)

W Sudanie Południowym życie i zdrowie dwóch milionów osób zostało zagrożone.

Nie możemy zostawić ich bez pomocy!


Darowizna

FUNDACJA-FILEO   KRS 0000705635
Tytuł przelewu:
„Prześladowany Kościół-Sudan Południowy”

BIC (SWIFT): BPKOPLPW

Rachunek w złotówkach (PLN):
PL 30 1020 2791 0000 7902 0269 1947

Rachunek do wpłat w walucie zagranicznej
PL 46 1020 2791 0000 7502 0309 5569

Print Friendly, PDF & Email

Czas Męczenników

Redakcja: Waldemar Estera Skworcz-Bednarscy (Żniwo wprawdzie wielkie,ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na żniwo swoje. Ewangelia Łukasza)

Twój komentarz lub modlitwa za prześladowany Kościół

KANAŁ NA FACEBOOKU

SuperWebTricks Loading...

Privacy Policy and Terms & Conditions

%d bloggers like this: